Top

WWiem jak wyglą­dał dzień Two­je­go przyj­ścia na świat. Padał albo deszcz, albo śnieg, albo grad. A jeśli żad­ne z powyż­szych nie pada­ło wca­le, to na pew­no cho­ciaż ciśnie­nie komuś na sali poro­do­wej na któ­rymś oddzia­le spa­da­ło. Świe­ci­ło słoń­ce albo nie świe­ci­ło, a zapa­lo­ne lub zga­szo­ne żarów­ki sufi­to­we liczy­ły skur­cze i patrzy­ły jak nocą, w dzień albo o świ­cie, poja­wia­ło się na świe­cie nowe, Two­je, życie.

Trwał któ­ryś z dwu­na­stu mie­się­cy w tym kon­kret­nym roku, a sta­cje radio­we pusz­cza­ły codzien­nie te same pio­sen­ki. Ktoś zanu­cił hit prze­bo­jów radio­wej trój­ki, kie­dy komuś dro­gę prze­biegł bury kot, a świa­tło na sygna­li­za­cji świetl­nej przy któ­rymś skrzy­żo­wa­niu zmie­ni­ło się z czer­wo­ne­go na zie­lo­ne. I ucie­szył się ten, kto widział bure­go kota, że nie był czar­ny. Ale nie z rasi­zmu wobec czar­nych kotów, tyl­ko tak po pro­stu, z prze­są­du.

Czyjś zna­jo­my aku­rat pod­łą­czył wtycz­kę do prą­du, a Cie­bie zwa­ży­ła waga, zmie­rzy­ła miar­ka i dosta­łeś pierw­szą w życiu oce­nę. Ktoś poli­zał zna­czek pocz­to­wy na któ­rejś z osie­dlo­wych poczt, jed­na z miesz­ka­nek mia­sta dowie­dzia­ła się o kolej­nej z ciąż, a Tobie nada­no PESEL. Taki numer seryj­ny czło­wie­ka.

*

Z nume­rem seryj­nym czło­wie­ka jest tak, że nada­ją go zarów­no przy­szłym seryj­nym mor­der­com, jak i przy­szłym marzy­cie­lom. Na tym eta­pie trud­no było­by odróż­nić jak komu patrzy z oczu, bo dzie­ci prze­waż­nie mają je jesz­cze zamknię­te. Nie prze­wi­dzi żad­na z pie­lę­gnia­rek tego, któ­re spoj­rze­nia nigdy się nie zesta­rze­ją i któ­re z dzie­ci kie­dyś będą umia­ły uśmie­chać się do innych ocza­mi.

Przez kolej­ne lata będą Cię pro­gra­mo­wa­li. Do bazy danych zosta­nie wgra­ny język star­to­wy, któ­rym mówią do Cie­bie Ci, któ­rzy Cię kocha­ją. I dowiesz się, że nie wol­no uży­wać nie­któ­rych słów, cho­ciaż prze­cież ist­nie­ją. I zauwa­żysz, że nawet jeśli ludzie mówią tym samym języ­kiem, to czę­sto się nie rozu­mie­ją.

*

Z nume­rem seryj­nym czło­wie­ka jest tak, że zaczy­na się zwy­kle od kon­kret­nej serii, takiej daty dopusz­cze­nia czło­wie­ka do obro­tu, powszech­nie zna­nej jako data uro­dze­nia. A data pro­duk­cji jest sto­sun­ko­wo łatwa do usta­le­nia i przy­pa­da na dzie­więć mie­się­cy przed poro­dem: wycze­ka­nym ter­mi­nem odda­nia. Czło­wie­ka do użyt­ko­wa­nia.

Przez kolej­ne lata będą Cię pro­gra­mo­wa­li. Pro­gra­mo­wa­li na prze­cięt­ność. Musisz wie­dzieć co poeta miał na myśli w tym kon­kret­nym wier­szu, ubie­rać się sto­sow­nie do oko­licz­no­ści, doko­ny­wać kar­tą zbli­że­nio­wych płat­no­ści, cho­ciaż nikt nie powie Ci co napraw­dę ozna­cza “zbli­żać”. Jak być bli­żej. I, że by być bli­sko innych wokół Cie­bie, musisz być bli­żej same­go sie­bie.

*

Nada­no Ci numer, numer seryj­ny czło­wie­ka. Będziesz tych nume­rów miał póź­niej jesz­cze wię­cej. Numer buta, tele­fo­nu, numer miej­sca w kolej­ce. Numer rzę­du w kinie, na liście przy­ję­tych do pra­cy i szko­ły, połą­czeń tele­fo­nicz­nych odrzu­co­nych. Będą nie­złe nume­ry i szyb­kie numer­ki, nume­ro­lo­gicz­ne horo­sko­py i nume­ry zamó­wień. Wszyst­ko będzie poli­czal­ne, pierw­sza rand­ka, dru­ga szan­sa, będzie licze­nie tyl­ko na sie­bie i licze­nie na wię­cej.

Waż­ne tyl­ko by w cyfro­wych cza­sach mieć ana­lo­go­we ser­ce.

Trochę dorosła bo przecież ma męża, a trochę podjada czekoladę w łóżku i nie depcze linii między płytami chodnikowymi. Nałogowo bawi się słowami, fotografuje, śmieje się i podróżuje. Sporo łączy ją z Amelią z francuskiego kina. Głównie pewność, że płyty winylowe robi się jak naleśniki. Kocha planszówki, emocje i słowa. Przyjaciółka adoptowanego psa Lucjana, którego jest po części matką, po części psychofanką. Herbatę pije w nieprzyzwoitych ilościach.

Comments:

  • Październik 12, 2017

    Ty jesteś zde­cy­do­wa­nie edy­cją limi­to­wa­ną Olcia pol­skiej blo­gos­fe­ry ;D Mój tata zawsze powta­rzał ‘ale z cie­bie kwiat jest’ w wol­nym tłu­ma­cze­niu nie­zły gaga­tek, czy­li edy­cja limi­to­wa­na bo takich kwiat­ków nie było zbyt wie­le, albo cho­ciaż były grzecz­niej­sze ode mnie ;D A z Cie­bie był gaga­tek Olcia? <3

    reply...
    • Październik 12, 2017

      Haha, no ja w tej blo­gos­fe­rze kocha­na… to nawet jed­ną nogą nie jestem! :D Świet­ne okre­śle­nie z tym ‘kwia­tem’. U mnie w domu mówi­ło się na takie­go ancy­mo­na “ana­nas”! :)

      reply...
      • Październik 12, 2017

        Ana­nas rów­nież u nas gości­ło ;D A nie­jed­na z blo­ge­rek swo­imi tek­sta­mi nawet Ci do koniusz­ka małe­go pal­ca u sto­py nie dora­sta. Ostat­nio wró­ci­łam do czy­ta­nia jed­nej blo­ger­ki. Ale jak tak porów­na­łam tek­sty, to musze Ci napi­sać, że sła­bo wypa­da, pomi­mo, że to już wyż­sza liga blo­gos­fe­ry;) Uści­ski Olcia<3

        reply...
  • Październik 12, 2017

    A ja jestem prze­cięt­na, wiesz? Od kie­dy się z tym pogo­dzi­łam, żyje mi się lepiej. Moja seria i numer nie wyróż­nia­ją się niczym spe­cjal­nym, podob­nie jak ja sama. I chy­ba mi z tym dobrze, z tym spe­cy­ficz­nym byciem jed­ną z wie­lu, z tym, że edy­cją limi­to­wa­ną jestem dla nie­licz­nych. Z ana­lo­go­wym ser­cem rów­nież :) Buzia­ki :*

    reply...
    • Październik 12, 2017

      Mag­da! :) Powiem Ci, że ja w ostat­nim cza­sie mam wra­że­nie, że nie­któ­re sło­wa zmie­ni­ły swo­je zna­cze­nie. Na przy­kład sło­wo “prze­cięt­ny”. Dla mnie to wła­śnie ktoś, kto gra w ten pośpiech, daje się wkrę­cić w maszy­nę liczb, nie zasta­na­wia się dokąd się tak śpie­szy, nie doce­nia momen­tów. A ktoś jak Ty… kto potra­fi zwol­nić, poczuć jak napraw­dę sma­ku­je pora­na kawa, wie jak sma­ku­ją spa­ce­ry po lesie, wie, co to zna­czy poko­chać psa, wsłu­chu­je się w dźwię­ki domo­we­go zamie­sza­nia, zabie­ra małych jesz­cze ludzi do Tam­lan­dii i jest w takiej rela­cji jak Ty ze sło­wa­mi, abso­lut­nie nie jest prze­cięt­ny. Czu­ję, że mamy zabaw­ny czas, kie­dy wie­le się poprze­sta­wia­ło i bycie nor­mal­ną dziew­czy­ną, ze zwy­kłym-nie­zwy­kłym życiem jest czymś wyjąt­ko­wym. <3 Uści­ski! :) :*

      reply...
    • Październik 12, 2017

      Ty prze­cięt­na i niczym się nie wyróż­niasz? O nie zga­dzam się! Dla mnie jesteś mega Madziu!<3

      reply...
  • Październik 28, 2017

    Ohhhh, cudow­ny, magicz­ny, ale mimo wszyst­ko pesy­mi­stycz­ny tekst. I co naj­waż­niej­sze, dają­cy do myśle­nia, a nie napi­sa­ny, żeby było. Chęt­nie czy­ta­ła­bym w dobrym maga­zy­nie — pomyśl o tym ;)

    reply...
    • Październik 29, 2017

      Ojej! Ale mi miło, dzię­ku­ję pięk­nie… To dla mnie nie­sa­mo­wi­ty kom­ple­ment i moty­wa­cja by pisać tu dalej. A publi­ka­cje w maga­zy­nie, marze­nie… :)
      Pozdra­wiam cie­pło! :)

      reply...
    • Listopad 3, 2017

      Praw­da! Spró­buj! :)

      reply...
  • Katarzyna Gałan

    Listopad 21, 2017

    wyrwa­ło mnie z butów” i wyla­ło mi łzy. Nie­po­li­czal­ne.

    reply...
  • Dziewczyna z agencji

    Listopad 21, 2017

    fine­zyj­ny tekst! lubię takie i dołą­czam do gro­na sta­łych czy­tel­ni­ków :)

    reply...
  • Before We Get Old

    Sierpień 24, 2018

    I dla takich tek­stów war­to prze­glą­dać Inter­ne­ty! Pięk­nie napi­sa­ne!

    reply...

post a comment

Close