Top

Żyje­my w cza­sach Twór­ców Szu­fla­do­wych. Sfor­mu­ło­wa­nia tego nie ma jesz­cze ofi­cjal­nie w słow­ni­ku, ale gdy­by było, z pew­no­ścią odmie­nia­ło­by się przez jeden przy­pa­dek wię­cej, niż wszyst­kie inne zde­fi­nio­wa­ne słow­ni­ko­wo zwro­ty i sło­wa. Przez przy­pa­dek kry­tycz­ny.

Mia­now­nik. Kto, co two­rzy po cichu i nocą? Twór­ca Szu­fla­do­wy.

Dopeł­niacz. Kogo, cze­go? Twór­cy Szu­fla­do­we­go.

Celow­nik. Komu i cze­mu? Jasne, że nie ma dże­mu. Twór­cy Szu­fla­do­we­mu.

Bier­nik. Kogo i co? Twór­cę Szu­fla­do­we­go.

Narzęd­nik. Z kim, z czym nie będzie cze­go opi­jać? Z Twór­cą Szu­fla­do­wym.

Miej­scow­nik. O kim i o czym nie będą toczy­ły się roz­mo­wy? O Twór­cy Szu­fla­do­wym.

Wołacz. Twór­co Szu­fla­do­wy, nikt Cię nie woła.

Kry­tycz­nik. Gdy Twór­ca smut­ny idzie do baru i zama­wia Roz­twór Szu­fla­dia­nu.

A więc kie­dy Twór­ca Szu­fla­do­wy, popi­ja­jąc roz­twór szu­fla­dia­nu two­rzy do szu­fla­dy a ja przez przy­pad­ki odmie­niam, on liczy, że coś odmie­ni się samo i nagle. Wia­tru nabie­rze w żagle i przyj­dzie czas, żeby odkryć się przed świa­tem. Jesz­cze tyl­ko dopra­cu­je kil­ka zdjęć lub tek­stów, dopi­je tysiąc sto pierw­szą her­ba­tę i w koń­cu nadej­dzie moment, kie­dy będzie goto­wy.

Przed Pań­stwem zagad­ka

z szyb­kim roz­wią­za­niem

*

Gdy­by­ście mie­li za zada­nie wska­zać w jakim pomiesz­cze­niu znaj­du­je się Twór­ca Szu­fla­do­wy, to co byście powie­dzie­li?

*

A więc mój Twór­ca sie­dzi w pocze­kal­ni. Obok wszyst­kich tych, któ­rzy na coś cze­ka­ją. Obok sto­su gazet, już nie­ak­tu­al­nych nume­rów. Sie­dzi na krze­śle usta­wio­nym przy ścia­nie, pod zega­rem ścien­nym z logo suple­men­tu die­ty. A suple­ment z cze­ka­ją­cym łączy tyle, że żad­ne z nich nie dzia­ła wca­le.

Sam zegar wypro­du­ko­wa­no na zle­ce­nie jed­nej z agen­cji mar­ke­tin­go­wych i prze­sła­no do pocze­kal­ni po ana­li­zie grup doce­lo­wych, przed­sta­wio­nej na zebra­niu Zarzą­du pseu­do­far­ma­ceu­tycz­nej Spół­ki. Tabe­le z dany­mi przed­sta­wio­no na slaj­dach obszer­ne­go rapor­tu, do któ­re­go tek­sty tuż przed deadline’em pisa­ła copywriterk’a Kry­sia, po godzi­nach marzą­ca o tym, by po pro­stu pisać.

I ten zegar, w tej pocze­kal­ni, tak gło­śno tyka. Jak­by ktoś pal­ca­mi ude­rzał o blat biur­ka w znie­cier­pli­wie­niu.

W pocze­kal­ni tłum

A więc mój Twór­ca sie­dzi w pocze­kal­ni. Obok wszyst­kich tych zasty­gnię­tych w cze­ka­niu. Na miłość, na szczę­ście, na wia­do­mość i aż ktoś przyj­dzie z wizy­tą. Na podróż życia. Na to, aż śnież­no­bia­ły Mer­ce­des zapar­ku­je w ich gara­żu i aż w ogó­le będą mie­li garaż, zaraz obok tego domu, któ­re­go jesz­cze nie ma. Takie­go domu z kolo­ro­wy­mi okien­ni­ca­mi i psem, któ­ry jesz­cze nie szcze­ka, tyl­ko waru­je w tym wyobra­że­niu o swo­im ist­nie­niu.

Aż jakiś samo­lot w jakieś pięk­ne miej­sce odle­ci z nimi na pokła­dzie i kie­dy pogo­da będzie w koń­cu lep­sza. Aż zno­wu przyj­dzie wio­sna, aż dzie­ci pod­ro­sną, tra­fi się nowa pra­ca, wyjąt­ko­wa szan­sa i zda­rzy się cud, śnieg naprze­mian stop­nie­je i zamie­ni się w lód, na przy­pa­dek i wiatr, kie­dy on prze­sta­nie w koń­cu tak wiać pro­sto w oczy. Aż ktoś ich dostrze­że.

*

A więc mój Twór­ca sie­dzi w pocze­kal­ni. To taka pocze­kal­nia, w któ­rej nikt nie wywo­łu­je na umó­wio­ną wizy­tę. Cza­sem ktoś do kogoś powie coś, że hej, że może już Two­ja kolej, ale ten zegar tak tyka na ścia­nie, jak­by było to tyl­ko ner­wo­we stu­ka­nie i nikt niko­go nie słu­cha. Na wiel­kim tele­wi­zo­rze wyświe­tla­ne są rekla­my z recep­ta­mi na ból gar­dła i ser­ca, a wszy­scy patrzą to na ekra­ny tele­fo­nów, to na nie. Jed­no­staj­nym ruchem pal­ca prze­su­wa­ją inspi­ra­cje dnia i oglą­da­ją rów­no­le­gły świat, w któ­rych ktoś zamiast nich spa­ce­ru­je po jed­nej z dale­kich plaż.

I wypro­wa­dza na spa­cer ich wyobra­żo­ne­go psa.

A w rogu pocze­kal­ni stoi auto­mat z napo­ja­mi. Mają cap­pu­ci­no, her­ba­tę, roz­twór szu­fla­dia­nu, kawę czar­ną i lat­te. Przyj­mu­je tyl­ko mone­ty i od lat nie dzia­ła funk­cja wyda­wa­nia resz­ty. Ser­wi­sant od eks­pre­sów też zawsze na coś aku­rat cze­ka.

Trochę dorosła bo przecież ma męża, a trochę podjada czekoladę w łóżku i nie depcze linii między płytami chodnikowymi. Nałogowo bawi się słowami, fotografuje, śmieje się i podróżuje. Sporo łączy ją z Amelią z francuskiego kina. Głównie pewność, że płyty winylowe robi się jak naleśniki. Kocha planszówki, emocje i słowa. Przyjaciółka adoptowanego psa Lucjana, którego jest po części matką, po części psychofanką. Herbatę pije w nieprzyzwoitych ilościach.

Comments:

  • Wrzesień 20, 2017

    Bo to jest tro­chę tak, że kie­dy twór­ca w koń­cu posta­no­wi napić się wina zamiast roz­two­ru i wsta­nie, otrze­pie por­t­ki mówiąc “pora na mnie naj­wyż­sza, bo godzi­na wybi­ła i pies szcze­ka, a na pla­ży piach”, to zaraz jed­na pani wyko­na tele­fon, dru­ga naci­śnie guzik i przyj­dą pano­wie z bia­łym kafta­nem. Bo lepiej cze­kać. Aż zegar sta­nie.

    reply...
    • Październik 6, 2017

      Komen­tarz tak bar­dzo w punkt, a ja dopie­ro odpi­su­ję! Sor­ry, kocha­na, ewi­dent­nie obwi­niam o to upi­cie się szu­fla­do­wym roz­two­rem! Pod­pi­su­ję się pod tym co napi­sa­łaś obie­ma ręko­ma, zanim jesz­cze nikt nie prze­wią­że ich kafta­nem za moimi ple­ca­mi. Biso­us! :)

      reply...
  • Wrzesień 21, 2017

    Ja czę­sto. I chy­ba takie dopra­co­wy­wa­nie jest lep­sze niż na łeb na szy­ję. Bo na łeb na szy­ję też potra­fię, jestem nawet eks­per­tem☝? Zain­spi­ro­wa­łaś mnie Olcia?

    reply...
    • Październik 5, 2017

      Moni, jak ja mogłam nie odpi­sać! Nie wiem jak to się sta­ło kocha­na! ? Pew­nie, dopra­co­wy­wa­nie jest istot­ne! Waż­ne tyl­ko, żeby się w takim wiecz­ny dopra­co­wy­wa­niu nie zatra­cić… :) Uści­ski, Ola <3

      reply...
      • Październik 6, 2017

        Nie przej­muj się Olcia<3 wyda­je mi się, że sie­dzia­łaś w szu­fla­dzie i popi­ja­łaś winko;)<3

        reply...
  • Wrzesień 21, 2017

    Szu­fla­da mi się już nie domy­ka. I nigdy nie wiem, czy to już wła­ści­wy moment, by zacząć z niej coś powo­li wycią­gać. Nie wiem czy to brak odwa­gi, czy oba­wa przed nie­doj­rza­ło­ścią Szu­fla­do­wych Two­rów. Nie wiem. Zasta­na­wiam się.

    reply...
    • Październik 5, 2017

      Prze­pra­szam Cię prze­ogrom­nie, że dopie­ro odpi­su­ję. Wyda­je mi się, że cała trud­ność otwo­rze­nia szu­fla­dy pole­ga na tym, że każ­dy z nich pod­świa­do­mie czu­je, że to jesz­cze nie “ten” moment. Myślę, że naj­lep­szy czas na roz­pa­ko­wa­nie swo­jej gło­wy, talen­tu, pra­gnień i ser­ca jest wła­śnie teraz… :) Ści­skam cie­pło, Ol.

      reply...
  • Wrzesień 25, 2017

    - Twór­co, co robisz?
    — Dekli­nu­ję się!
    Gra­tu­lu­ję i zazdrosz­czę bar­dzo pomy­sło­we­go począt­ku! <3

    reply...
    • Wrzesień 25, 2017

      Jak nie­wia­do­mo jak coś w życiu odmie­nić, to zawsze moż­na pood­mie­niać przez przy­pad­ki… :) Dzię­ki Gosiu! <3

      reply...
  • Wrzesień 25, 2017

    Z twór­cą szu­flad­ko­wym piję wła­śnie wino. Do lustra :*

    reply...
    • Wrzesień 27, 2017

      Mag­da! :* Napi­ła­bym się kie­dyś z Tobą wina. Każ­da z nas mogła­by przy­wlec za sobą swo­ją szu­fla­dę. Uści­ski!

      reply...

post a comment

Close