O królewnie z korpowieży, która bała się w siebie uwierzyć

O królewnie z korpowieży, która bała się w siebie uwierzyć

22 października 2019

O królewnie z korpowieży, która bała się w siebie uwierzyć

* Określenie KORPOWIEŻA nie odnosi się jedynie do pracy w korporacji i dotyczy każdego nielubianego zajęcia, które nie przynosi osobistej satysfakcji. Podczas pisania tego tekstu nie ucierpiał żaden deadline. Nie testowano na biurowcach.  Przed rzuceniem pracy z dnia na dzień skonsultuj się z lekarzem, stanem konta lub farmaceutą.

P Pozdrawiam wiosennie z pierwszego akapitu felietonu o absurdalnie długim tytule. Sponsorem świeżo napisanej treści jest wiosna. W teorii: czas ćwierkających ptaków, zieleniących się trawników i wietrzących szaf. W praktyce: wietrzących szaf i zbiorowych petycji do słońca o roztopienie resztek biało-brunatnej brei, którą już chyba tylko z grzeczności nazywamy śniegiem. Bo w myślach od połowy lutego co najmniej nieporozumieniem.

Kiedy media ćwierkają o tym, że niedługo zaczną ćwierkać ptaki, przez szklaną szybę drapiącego rozleniwione miejskie chmury biurowca wygląda Królewna. Wygląda Królewna na taką, której wiele zazdroszczą inne Królewny z równoległych bajek, na przykład biurko obok albo biurowiec dalej.

Jeśli każdy z nas jest jakąś bajką, to ona jest taką w twardej oprawie. Oprawiona w garsonkę pewności siebie, by nikt jej do końca nie mógł przeczytać. Pełna jednocześnie szczęśliwych i kiepskich zakończeń, ciężko wypracowanych morałów. Pięknie wydana przez zewnętrzne wydawnictwa, od których zgarnia marny procent zysku z własnych sukcesów. Bo nie cieszą jej tak bardzo, jak gdyby mogły, gdyby wydała się od nowa sama. Tak, jakby chciała.

Selfpublishing. Samorealizacja. Spełnienie. W czymś innym niż liczby liczone na czyjś rachunek. Życie z pasją. Coś dla siebie. Balans. Przecież ma to wewnętrzne przeczucie, że może miałaby talent w tej czy innej dziedzinie. Gdyby tylko umiała zaprojektować się od nowa. Mogłaby może zostać projektantem wnętrz, w końcu tak uwielbia przeglądać katalogi z działu living. Albo być fotografem i pokazywać jak widzi świat aparatem. Mieć bloga. Może kobiecy biznes jakiś. Hasztag #girlboss.

Może mogłaby pisać. – Ale przecież ludzie nie czytają, podpowiada jej jakaś wewnętrzna żaba, która na pewno nie jest zaklętym księciem do całowania. Jest zwykłym lękiem przed porażką i byciem ocenioną. Taką małą, wewnętrzną ropuchą, która podskakuje w żołądku kiedy tylko ośmielimy się marzyć zbyt realnie. Kiedy tylko w naszym biurowcu drapiącym chmury zaczynamy bujać w obłokach.

Nie mam zdolności. Nie nadaję się. Jest za późno by się tego nauczyć. Co powiedzą inni. Próbuję, ale nie wychodzi. I tak się nie uda. On i Ona oczekują ode mnie czegoś innego. Zrobiłabym to pewnie, ale nie mam czasu. Nie mam strategii. Nie mam pomysłu. Jestem spóźniona. Już tyle osób to robi. Tyle ludzi we mnie wątpi. Nie mam odwagi. A co, jeśli się nie uda. – w ułamku sekundy pomyślała Królewna. A po chwili ukłuła się wrzecionem własnych niepewności i mimo, że akcja felietonu akurat rozgrywa się wiosną- zapadła w sen zimowy. Po raz kolejny nie zrobiła nic.

| Bohaterów opowieści cenimy bardziej za ich starania niż za odniesiony sukces – Pixar Animation studios

Powyższy cytat jest jedną z zasad storytelling’owych amerykańskiej wytwórni filmów animowanych PIXAR, która na przestrzeni lat stała się jednocześnie wytwórnią pierwszych marzeń powstających w głowach małych widzów. Mówi o tym, że konstrukcje wszystkich baśni, filmów i opowieści bazują na jednakowych schematach.

Najpierw mamy taką Królewnę (w zależności od fabuły historii wymienną na: rycerza, wojownika, blondynkę z komedii, zagubionego trzydziestolatka, księcia z bajki, poszukiwacza skarbu, tu wpisz własną postać).

Cała historia zaczyna się zawsze od: pragnienia, celu, marzenia, poszukiwania, dążenia, chęci uwolnienia księżniczki, znalezienia cennego skarbu, spokoju, szczęścia czy domu. Rozwiązania zagadki, konieczności ucieczki i innych drzemiących w danej postaci motywów.

Później bohater wyrusza w drogę, podczas której gubi się, zatraca, doświadcza, poszukuje, naprzemiennie poddaje i podnosi, myli i odnajduje. Bywa marionetką bawiącego się nim przypadku, aż w końcu znajduje to, czego szukał po to… by dowiedzieć się, że najcenniejsza była sama droga by to odnaleźć.

I nawet jeśli Królewicz cieszy się z happy endu w postaci pokonanego smoka albo odnalezionej Królewny, cała historia dotyczy tak naprawdę tego, jak wiele zrobił i jak wiele się nauczył pokonując napotkane przeszkody. Chociaż oczywiście pocałunek prawdziwej miłości to całkiem sympatyczny bonus.

Podobnie brzmią opowieści wszystkich tych, których podziwiamy. Zaczynali swoje historie od niepewności i często po prostu dużo robili, nie wiedząc dokąd ich to zaprowadzi. Pozwolili sobie na to, by popełniać błędy, robić coś po raz pierwszy. Robić coś dla przyjemności. Doświadczać. Po prostu działać. Stawiać małe kroki. Cieszyć się z drobnych sukcesów. Słuchać intuicji. Być początkującym. Być ciekawym. Nie być doskonałym. Zamknąć uszy na tych, którzy wątpią. Oni przecież nie słyszą tego wewnętrznego głosu, który podpowiada nam, żeby coś zmienić.

*

Nie chcę powiedzieć, że życie jest bajką, ale zasiać wątpliwość, że sama droga do realizacji pragnień może dać niesamowitą przyjemność z odkrywania siebie. Może za zakrętem naszych starań odnajdziemy coś, co będzie cieszyło nas na tyle, że przyjemnością stanie się samo wędrowanie. Samo w sobie rysowanie, fotografowanie, czesanie, układanie, dekorowanie, projektowanie, pisanie.

A każda wędrówka dokądś przecież zawsze prowadzi. Nawet jeśli wiedzie przez gęsty las, a my po drodze zrywamy same zatrute jabłka i spotykamy ludzkie odpowiedniki podstępnych wilków w damskich ciuszkach rodem z Czerwonego Kapturka, pozostając w bajkowym klimacie. A wilk, to taki STRACH, który ma wielkie oczy. Tylko w prawdziwym życiu nie zjada naszych krewnych by dobrać się nam do koszyczka. Zjada nas. Od środka. I zanim nie przestaniemy się go bać, będzie żył długo i szczęśliwie. 

Czy ten tekst Cię poruszył…? :) Udostępnij!

O mnie
Hello beautiful

Poems, to felietony uczuciowo-satyryczne do czytania przy herbacie i winie. Czułe historie, ładne rzeczy, wolne żarty. Boho klimat, podróże i fotografia. #Goodvibesonly dla inteligentnie wrażliwych.

A ja jestem Ola. Rozkochana w fotografii, podróżach, emocjach i słowach. I tym, jak miękkie w dotyku są psie uszy. Herbatę piję w nieprzyzwoitych ilościach. Prawniczą togę zamieniłam na wygodne trampki, a grube kodeksy na ciężką lustrzankę, którą zabrałam ze sobą w podróż dookoła świata. Chodź czytać, bo wystygnie herbata!

say hello on

@poems.wonderland
Zapisz się na Uczuciowo-Satyryczny Newsletter!

Chcesz dostawać ode mnie listy? Zapisz się do poemsowego newslettera!

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych