Top

Tłum poko­chał fran­cu­skie maka­ro­ni­ki. Hip­no­ty­zu­ją paste­lo­wy­mi kolo­ra­mi, sma­ków mogą mieć wię­cej niż pier­wiast­ków tabli­ca Men­de­le­je­wa, a do tego pach­ną mig­da­ła­mi i pod­czas gry­zie­nia wykru­sza­ją się z nich dro­bin­ki tęczo­wych okru­chów. Mimo tych bez­a­pe­la­cyj­nych walo­rów oso­bi­ście sądzę, że na maso­we uwiel­bie­nie bez­owych kana­pe­czek fran­cu­skich naj­moc­niej wpły­wa prze­kaz pod­pro­go­wy w posta­ci loko­wa­nia w nazwie sło­wa “maka­ron”.  A kto nie lubi maka­ro­nu niech pierw­szy rzu­ci glu­te­nem.

Cho­ciaż bez­owe cia­stecz­ka koja­rzą nam się fran­cu­sko, ory­gi­nal­nie nie pocho­dzą z Fran­cji. Powsta­ły nigdzie indziej, jak w kra­inie maka­ro­nu- sło­necz­nej Ita­lii, co uwa­żam za dowód uwia­ry­gad­nia­ją­cy moją teo­rię pod­pro­go­we­go kusze­nia kon­su­men­tów maka­ro­no­wą nazwą. W tam­tym cza­sie jed­nak ich for­ma była nie­co inna, przez co przy­po­mi­na­ły bar­dziej kla­sycz­ne mig­da­ło­we cia­stecz­ka niż mikro bez­owe kanap­ki. Nie­wie­le też mia­ły wspól­ne­go z ele­gan­cją i luk­su­sem, wypeł­nia­jąc sto­ły bied­niej­szej lud­no­ści.

[df_row][col-md-6] [/col-md-6][col-md-6_last] [/col-md-6_last][/df_row]

Nie­sa­mo­wi­ta histo­ria maka­ro­ni­ków

z wąt­kiem coaching’owym w tle

Kie­dy prze­pis na maka­ro­ni­ki zawę­dro­wał do Fran­cji, bez­owe słod­ko­ści musia­ły zacze­kać chwi­lę na swo­ją popu­lar­ność. Dopie­ro po kil­ku latach sta­ły się cele­bryt­ka­mi pary­skie­go ryn­ku cukier­ni­cze­go. Ich dwu­pię­tro­wą for­mę prze­kła­da­ną nadzie­niem roz­po­wszech­nił Louis Ernest Ladu­rée, któ­ry był pisa­rzem, pod swo­im nazwi­skiem pro­wa­dzą­cym luk­su­so­wą her­ba­ciar­nię.

Pew­ne­go razu her­ba­ciar­nia spło­nę­ła! Ale Ladu­rée się nie pod­dał. Cho­ciaż nie jeden uznał­by to za życio­wy dra­mat, on otwo­rzył lokal na nowo, tym razem jed­nak w for­mie cukier­ni: w któ­rej gwiaz­dą zosta­ły wła­śnie maka­ro­ni­ki. Wzno­szo­ne dziś na pie­de­stał dese­ro­wych pater na całym świe­cie.

Jest pew­na fran­cu­ska sen­ten­cja pisa­rza Hono­ré de Balzac’a: praw­dzi­wa miłość zaczy­na się szam­pa­nem, a koń­czy her­ba­tą.

Moż­na powie­dzieć, że w przy­pad­ku maka­ro­ni­ków, będą­cych dziś syno­ni­mem luk­su­su, zda­rzy­ło się dokład­nie odwrot­nie: wszyst­ko zaczę­ło się od her­ba­ty pitej w pary­skiej her­ba­ciar­ni, a zakoń­czy­ło na wie­lo­mi­lio­no­wym biz­ne­sie roz­piesz­cza­ją­cym pod­nie­bie­nia elit, zapi­ja­ją­cych sło­dycz maka­ro­ni­ków szam­pa­nem.

Przez chwi­lę zosta­nę Mate­uszem Grze­sia­kiem tek­stów o jedze­niu. Oso­by nie­od­por­ne na hasła moty­wa­cyj­ne pro­szo­ne są o powstrzy­ma­nie się od czy­ta­nia: marze­nia Ladu­rée nie spło­nę­ły w poża­rze jego her­ba­ciar­ni, a pozor­nie przy­kre zda­rze­nie napi­sa­ło nowy sce­na­riusz w histo­rii dese­rów a nawet Fran­cji, sko­ro maka­ro­ni­ki sta­ły się jed­nym z jej roz­po­zna­wa­nych sym­bo­li. Nie pod­da­waj się. Bądź jak Ladu­rée.

 

Dziś ludzie na całym świe­cie zaja­da­ją się kru­chy­mi cia­stecz­ka­mi prze­kła­da­ny­mi sma­ko­wą masą. Jeśli jesteś face­tem, Two­je spo­tka­nie z maka­ro­ni­kiem prze­bie­gnie sta­ty­stycz­nie szyb­ko, jak ze wszyst­kim tym co jest pod ręką i zawie­ra cukier. Jeże­li aku­rat nie łączy Cię szcze­gól­nie bli­ska rela­cja z odżyw­ką biał­ko­wą i sztan­gą.

Jeśli jesteś kobie­tą — i tu zno­wu sta­ty­stycz­nie — weź cia­stecz­ko, zamknij oczy i poczuj się jak Fran­cu­zecz­ka. Grunt, by po kil­ku takich ciast­kach nie obu­dzić się jed­nak jako beza.

 

Trochę dorosła bo przecież ma męża, a trochę podjada czekoladę w łóżku i nie depcze linii między płytami chodnikowymi. Nałogowo bawi się słowami, fotografuje, śmieje się i podróżuje. Sporo łączy ją z Amelią z francuskiego kina. Głównie pewność, że płyty winylowe robi się jak naleśniki. Kocha planszówki, emocje i słowa. Przyjaciółka adoptowanego psa Lucjana, którego jest po części matką, po części psychofanką. Herbatę pije w nieprzyzwoitych ilościach.

Comments:

  • Październik 9, 2017

    Bio­rąc pod uwa­gę, że za te lek­kie jak mgieł­ka sma­ko­ły­ki trze­ba pła­cić zło­tem i dia­men­ta­mi, prze­obra­że­nie się bezę nam nie gro­zi. Na szczę­ście. Nie gro­zi, praw­da?

    PS: ale, ale maka­ro­ni­ki są poży­wie­niem dosko­na­łym na przy­ja­ciół sztan­gi — prze­cież to wła­ści­wie samo biał­ko!

    reply...
    • Październik 11, 2017

      Pew­nie, że maka­ro­ni­ki, to samo biał­ko! :) Tak jak cze­ko­la­da jest owo­cem, prze­cież kakao rośnie na drze­wach! <3

      reply...
  • Październik 10, 2017

    Olcia, ja już wyglą­dam jak bez­owy księ­życ w peł­ni? pude­łecz­ko maka­ro­ni­ków nie zaszko­dzi? ja chy­ba sama nie wie­rzę w to co piszę??

    reply...
    • Październik 11, 2017

      Co ty Monia­aa! ? może to wra­że­nie jest tyl­ko chwi­lo­wym zaćmie­niem bez­owe­go księ­ży­ca! ??

      reply...
      • Październik 11, 2017

        Zaćmie­nie spo­wo­do­wa­ne jest kolej­nym kawał­kiem cia­sta? ??

        reply...
  • Październik 11, 2017

    To jed­ne z moich ulu­bio­nych cia­ste­czek! Acz­kol­wiek mózg mi wybuchł, jak zoba­czy­łam, że nie pocho­dzą z Fran­cji. :D

    reply...
  • Katarzyna Soto

    Październik 21, 2017

    Wow te zdję­cia są jakieś magicz­ne, mają takie pięk­ne świa­tło, że aż się moż­na roz­ma­rzyć przy oglą­da­niu <3

    https://lamaliss.blogspot.com/
    x Kata­rzy­na

    reply...
    • Październik 23, 2017

      Ojej, Kasiu, ale mi miło! Dzię­ku­ję piek­nie! :) <3

      reply...

post a comment

Close