Top

Zda­nia na temat mia­sta miło­ści są podzie­lo­ne. Każ­dy, kogo o Paryż spy­ta­łam albo od razu go poko­chał i uwa­żał za magicz­ny, albo krzy­wił się i mówił, że Paryż… że taki prze­re­kla­mo­wa­ny, że wie­ża Eif­fla, to wyglą­da jak rusz­to­wa­nie na budo­wie, że pary­żan­ki kar­ne­tu na depi­la­cję to raczej nie mają, że bywa nie­bez­piecz­nie bo imi­gran­ci, a tak w ogó­le, to żabo­ja­dy prze­cież. I dla­te­go, sto­jąc po zauro­czo­nej stro­nie oko­ło pary­skich dys­ku­sji, wypi­sa­łam rze­czy któ­re możesz zro­bić, żeby jak ja wczuć się ten magicz­ny kli­mat.

[df_row][col-md-6] [/col-md-6][col-md-6_last] [/col-md-6_last][/df_row]

1

Zamiesz­kaj w kli­ma­tycz­nym miej­scu

Cho­ciaż wypra­nym przez popcul­tu­rę umy­słom na myśl o Paris czę­sto odru­cho­wo przy­cho­dzi Hil­ton, w cza­sach airbnb, hote­li­ków buti­ko­wych i hoste­li nie musi mieć to na szczę­ście bez­po­śred­nie­go prze­ło­że­nia na wybór kwa­te­run­ku. Po kon­sul­ta­cji ze sta­nem kon­ta ban­ko­we­go war­to wybrać coś w odpo­wied­niej dla sie­bie cenie ale z kli­ma­tem i w dobrej loka­li­za­cji. Budze­nie się w pary­skiej kamie­ni­cy i jedze­nie śnia­da­nia na bal­ko­nie z ulicz­nym gwa­rem w tle oka­za­ło się być cudow­nym wstę­pem do dnia wypeł­nio­ne­go kilo­me­tro­wy­mi spa­ce­ra­mi po mie­ście.

Wybie­ra­jąc miej­sce noc­le­go­we war­to prze­ana­li­zo­wać map­kę dziel­nic Pary­ża, nasze znaj­do­wa­ło się w pierw­szej z nich. Co cie­ka­we, wie­ża Eif­fla nie jest loka­li­za­cyj­nym odpo­wied­ni­kiem pała­cu kul­tu­ry i nie znaj­du­je się w samym cen­trum. Mogła­by zostać Waszą sąsiad­ką dopie­ro, gdy­by­ście zde­cy­do­wa­li się zamiesz­kać w VII dziel­ni­cy.

[df_row][col-md-6] [/col-md-6][col-md-6_last] [/col-md-6_last][/df_row] [df_row][col-md-6] [/col-md-6][col-md-6_last] [/col-md-6_last][/df_row]

2

Kup bagiet­kę w pary­skiej pie­kar­ni

Sko­ja­rze­nie Fran­cji z bagiet­ka­mi trak­to­wa­łam z przy­mru­że­niem oka. Jed­nak w rze­czy­wi­sto­ści fak­tycz­nie czę­sto spo­tkać moż­na Pary­żan spa­ce­ru­ją­cych po mie­ście i dzier­żą­cych w dło­niach dłu­gie, pszen­ne buły. Pie­kar­nie znaj­du­ją się na każ­dym kro­ku, a jesz­cze cie­płe i chru­pią­ce pie­czy­wo sma­ku­je jak nigdzie indziej.

Gene­ral­nie to wła­śnie pie­kar­nia­ny glu­ten sta­no­wi istot­ny ele­ment kuch­ni fran­cu­skiej i jest pod­sta­wą lunch’y miesz­kań­ców Pary­ża, któ­rzy w godzi­nach pra­cy zasi­la­ją orga­nizm kanap­ka­mi. I to wła­śnie san­dwi­che w roz­ma­itych for­mach ser­wu­ją naj­bar­dziej lubia­ne lokal­ne lun­chow­nie.

3

Spró­buj praw­dzi­wych, fran­cu­skich serów

Zda­nia na temat fran­cu­skich serów podzie­lo­ne są tak bar­dzo, jak te doty­czą­ce wie­ży Eif­fla. Na jed­nym brze­gu znaj­du­ją się opi­nie skraj­nych uwiel­bia­czy, trak­tu­ją­cych je jak rary­tas, któ­ry w połą­cze­niu z winem sta­je się rary­ta­sem pod­nie­sio­nym do potę­gi. Któ­rej potę­gi, to nie wiem, ale dla potrzeb wła­snej ana­li­zy zakła­dam, że może być zależ­na od pro­cen­to­wej mocy wina.

A na dru­gim znaj­du­ją się Ci, któ­rzy nie są w sta­nie zaak­cep­to­wać zapa­chu, inten­syw­nej pochod­nej kon­tro­lo­wa­ne­go ple­śnie­nia sera w akcji, woni sta­rych skar­pe­tek i fer­men­ta­cji.

[df_row][col-md-6] [/col-md-6][col-md-6_last]  [/col-md-6_last][/df_row]

4

Zobacz Wie­żę Eif­fla nocą

[df_row][col-md-6]

O ile za dnia Wie­ża Eif­fla nie zro­bi­ła na mnie więk­sze­go wra­że­nia, to zachwy­ci­ła nocą. Pod­świe­tlo­na wyglą­da magicz­nie, a co godzi­nę odby­wa­ją się na niej ilu­mi­na­cje świetl­ne spra­wia­ją­ce wra­że­nie, jak­by skrzy­ła się tysią­ca­mi świetl­nych krysz­tał­ków. Co cie­ka­we, nazwa wie­ży pocho­dzi od nazwi­ska Gusta­wa Eif­fla, któ­ry jest auto­rem kon­struk­cji tak­że inne­go archi­tek­to­nicz­ne­go sym­bo­lu: ame­ry­kań­skiej Sta­tu­ły Wol­no­ści.

Oglą­da­jąc wie­żę, poza ilu­mi­na­cja­mi możesz tak­że być świad­kiem wie­lu cie­ka­wych sytu­acji odby­wa­ją­cych się tuż pod nią. Więk­szość zna­jo­mych opo­wia­da­ła, że naj­bar­dziej popu­lar­nym sce­na­riu­szem są odby­wa­ją­ce się nie­mal co chwi­lę zarę­czy­ny. Ja nato­miast zamiast objęć zako­cha­nych par byłam obser­wa­to­rem zatrzy­mań deale­rów pamią­tek w kształ­cie kul­to­we­go zabyt­ku.

Sytu­acje te mia­ły Mon­thy Python’owski cha­rak­tekr: od pra­wej do lewej stro­ny chod­ni­ka biegł czar­no­skó­ry han­dlarz z toboł­kiem pamią­tek na ramie­niu, a za nim na rowe­rze gonił krzy­czą­cy poli­cjant. Następ­nie sce­na powta­rza­ła się w prze­ciw­nym kie­run­ku, w tej samej per­so­nal­nej obsa­dzie.

Po kil­ku godzi­nach w zupeł­nie innej czę­ści Pary­ża spo­tka­li­śmy tego same­go poli­cjan­ta jadą­ce­go rowe­rem. Pod­śpie­wu­ją­ce­go pod nosem. Z toboł­kiem małych pamią­tek zarzu­co­nym przez ramię.

[/col-md-6][col-md-6_last] [/col-md-6_last][/df_row]

5

Wybierz się wie­czo­rem do gale­rii sztu­ki Pala­is de Tokyo

Muzeum sztu­ki nowo­cze­snej Pala­is de Tokyo nie­sa­mo­wi­cie pozy­tyw­nie nas zasko­czy­ło. Pierw­sza nie­spo­dzian­ka poja­wi­ła się już na eta­pie wykli­ka­nia tego miej­sca u wuja google’a, ponie­waż oka­za­ło się, że jest czyn­ne aż do pół­no­cy.

Kolej­nym eta­pem nasze­go zdzi­wie­nia był moment prze­kro­cze­nia pro­gu Pala­is. Nagle zna­leź­li­śmy się w ogrom­nej prze­strze­ni wypeł­nio­nej cie­płym, wie­czor­nym świa­tłem i obłęd­ną muzy­ką kli­ma­tycz­no-elek­tro­nicz­ną, pośród roz­tań­czo­nych ludzi.

Sen­sa­cyj­na wia­do­mość jest taka, że Pala­is de Tokyo, to połą­cze­nie impre­zy z wysta­wa­mi arty­stycz­ny­mi, sztu­ką nowo­cze­sną i gastro­no­mią. Sen­sa­cyj­na wia­do­mość numer dwa: w znaj­du­ją­cej się tam restau­ra­cji Les Grands Ver­res jest po pro­stu prze­pysz­nie.

6

Zrób sobie spa­cer przez Pola Eli­zej­skie

Pola Eli­zej­skie. Nie wiem jak to jest, że mają w sobie tak nie­sa­mo­wi­ty spo­kój. Gdy­bym tyl­ko mogła zaszyć się w jesien­nym Pary­żu przez odro­bi­nę dłuż­szą chwi­lę, pew­nie przy­cho­dzi­ła­bym tu z książ­ką by tro­chę prze­spa­ce­ro­wać nogi i myśli. To uro­kli­wy park z karu­ze­lą, któ­ra jest tak pięk­na, że w pomniej­sze­niu mogła­by zostać gra­ją­cą fran­cu­skie pio­sen­ki pozy­tyw­ką. Eme­ry­ci spo­ty­ka­ją się tutaj by grać w bule, dzie­cia­ki w pił­kę, a zako­cha­ni w miłość.

Ja zaja­da­łam fran­cu­skie maka­ro­ni­ki kupio­ne w Ladu­rée i trzy­ma­łam za rękę moje­go towa­rzy­sza podró­ży. Tej do Pary­ża i tej życia.

[df_row][col-md-6][/col-md-6][col-md-6_last][/col-md-6_last][/df_row]

7

Zjedz lunch tam, gdzie jedzą go lokal­ni

z zacho­dem słoń­ca nad Pary­żem w tle

Pod­czas każ­dej podró­ży waż­ne jest dla nas to, aby poprze­by­wać w miej­scach, w któ­rych napraw­dę prze­by­wa­ją miesz­kań­cy odwie­dza­ne­go miej­sca. Tyl­ko wte­dy może­my zaba­wić się w agen­tów spe­cjal­nych i zza wiel­kiej podróż­nej mapy obser­wo­wać jak wyglą­da­ją ich rela­cje, emo­cje i spo­tka­nia. Czy ktoś kogoś przy­wi­ta fran­cu­skim poca­łun­kiem, co wybie­rze z kar­ty para obok, czy Fran­cu­ski są tak szczu­płe, bo wybie­ra­ją sałat­ki z listy dań luncho’wych i jak brzmią poza rozu­mie­niem słów same dźwię­ki mię­dzy­ludz­kiej roz­mo­wy.

Miej­sce ze zdję­cia, to Mon­co­eur Bel­lvil­le, znaj­du­ją­ce się w praw­dzi­wej, abso­lut­nie nie tury­stycz­nej czę­ści Pary­ża. To kli­ma­tycz­na lun­chow­nia z wido­kiem na zachód słoń­ca nad mia­stem. Nie­ba­wem umiesz­czę na stro­nie spis podob­nych miej­scó­wek, któ­re pole­ca­li nam zna­jo­mi miesz­ka­ją­cy w Pary­żu.

8

Sprawdź jak sma­ku­ją maka­ro­ni­ki w Ladu­rée

Jako łasuch na wiecz­nej die­cie nie mogła­bym zapo­mnieć o uro­kli­wym Ladu­rée, kra­inie fran­cu­skich maka­ro­ni­ków. Ale tam jest uro­czo! Maka­ro­ni­ki, to pew­nie jeden z ulu­bio­nych pokar­mów jed­no­roż­ców. Na solid­ną por­cję słod­kich cia­stek zapra­szam Was nie­dłu­go w osob­nym felie­to­nie o tych pysz­no­ściach.

*

Pisząc ten tekst zorien­to­wa­łam się, że moje uję­cie Pary­ża jest moc­no gastro­no­micz­ne. Ale sko­ro przez żołą­dek do ser­ca… to może dobry spo­sób by poko­chać to mia­sto? Jakie jest Wasze zda­nie na temat Pary­ża? Byli­ście? Poko­cha­li­ście, czy nie zosta­li­ście ocza­ro­wa­ni? A może podróż do mia­sta miło­ści jesz­cze przed Wami? ?

*All pic­tu­res taken by me.  The Les Grands Ver­res pic taken from http://www.palaisdetokyo.com/fr/page/les-grands-verres-restaurant.

Trochę dorosła bo przecież ma męża, a trochę podjada czekoladę w łóżku i nie depcze linii między płytami chodnikowymi. Nałogowo bawi się słowami, fotografuje, śmieje się i podróżuje. Sporo łączy ją z Amelią z francuskiego kina. Głównie pewność, że płyty winylowe robi się jak naleśniki. Kocha planszówki, emocje i słowa. Przyjaciółka adoptowanego psa Lucjana, którego jest po części matką, po części psychofanką. Herbatę pije w nieprzyzwoitych ilościach.

Comments:

  • Październik 5, 2017

    Olcia, Paryż to moje marze­nie. Kie­dy mówi­łam o tym mężo­wi, stwier­dził, że jest moc­no prze­re­kla­mo­wa­ny. Mój luby był w Pary­żu z kole­ga­mi. Nie­ste­ty jak to chłop­cy za cza­sów stu­den­ta, poje­cha­li wypić wino pod Wie­rzą Eif­fla, nocu­jąc w aucie. Dla­te­go zapew­nień o prze­re­kla­mo­wa­nym Pary­żu nie bio­rę na poważ­nie. Bo tak napraw­dę, czy oni coś z tego pamie­ta­ją?;) Cze­kam na felie­ton o maka­ro­ni­kach, jako Twój kom­pan od łasuchowania!<3

    reply...
    • Październik 6, 2017

      Dzień dobry kom­pa­nie od łasu­cho­wa­nia! :) Ale się uśmia­łam, to fak­tycz­nie mąż może mieć inną per­spek­ty­wę… Nasu­wa się klu­czo­we pyta­nie: ile było tego wina i czy On wła­ści­wie ten Paryż pamię­ta?! :D

      reply...
      • Październik 6, 2017

        Ja jesz­cze bym doda­ła, czy to było fak­tycz­nie wino, czy może moc­niej­szy tru­nek:) <3

        reply...
      • Październik 7, 2017

        może pamię­ta, że wino było nie­do­bre i dla­te­go Paryż prze­re­kla­mo­wa­ny — niby takie dobre trun­ki mają ;))

        reply...
  • Październik 7, 2017

    Witaj Olu :) Paryż nie jest na mojej liście marzeń, ale kie­dyś chcia­ła­by tam poje­chać :) Pięk­ne zdję­cia <3

    reply...
    • Październik 9, 2017

      Domi­ni­ka! :) Ale mi miło, że do mnie zaj­rza­łaś! Dzię­ku­ję za szcze­ry komen­tarz! :) Też mam takie miej­sca, któ­re nie są na liście marzeń. I świet­ne jest to, że kil­ka z nich zdą­ży­ło mnie już pozy­tyw­nie zasko­czyć. Może podob­nie było­by Pary­żem u Cie­bie…? :) Cudow­ne­go dnia!

      reply...
  • Październik 7, 2017

    Paryż! Jak wiesz, to moja miłość od pierw­sze­go wej­rze­nia. Pla­nu­je­my wła­śnie spo­tka­nie kochan­ków — mąż jest zazdro­sny ;)

    Ja może małą aneg­dot­kę. Tuż obok Pala­is de Tokyo — w zasa­dzie w tym samym budyn­ku — po pra­wej stro­nie tara­su jest knaj­pa Mon­sieur Bleu. Wraz z mężem, odsta­wie­ni (bo to rand­ka była)(tak, ja w tiu­lo­wej spód­ni­cy), pew­nym kro­kiem zeszli­śmy po scho­dach z Pala­is i sku­sze­ni tara­sem ską­pa­nym w zie­le­ni skie­ro­wa­li­śmy swe kro­ki do rze­czo­nej knaj­py. Tam, uwa­ga (!) “door selec­tion” (!!) (poczu­łam się jak za sta­rych dobrych cza­sów na Sien­kie­wi­cza w War­sza­wie). Pary Ame­ry­ka­nów z apa­ra­ta­mi (ale baaar­dzo dro­gi­mi) ubra­nych “tury­stycz­nie” (ale baaadzo dro­go) nie wpu­ści­li. Przede mną i mężem kel­ner giął się ukło­nach mówiąc “Joli tutu Made­mo­isel­le” (ha! panien­ko ;) ). Zaję­li­śmy sto­lik. Obcza­ili­śmy menu i kar­tę prze-dro­gich win i.…uciekliśmy, sta­ra­jąc się nie tra­fić na nasze­go kel­ne­ra. :D

    Wiem jed­no: powin­ni nauczyć się lepiej oce­niać mar­ki ciu­chów i sprzę­tu foto­gra­ficz­ne­go.

    (zdję­cia full roman­tic)

    :*

    reply...
    • Październik 9, 2017

      Uwiel­biam Two­je histo­rie. Będę Cię obwi­nia­ła na sta­rość o kil­ka nad­pro­gra­mo­wych zmarsz­czek od śmie­chu!!! :)

      reply...
  • Kasia Popławska

    Październik 9, 2017

    Olu! Ja miło spo­tkać Cię w otchła­niach inter­ne­tu :) Stro­nę Two­ją poka­za­ła mi moja Agniesz­ka . Jestem zachwy­co­na zdję­cia­mi oraz doj­rza­ło­ścią i wraż­li­wo­ścią doro­słej już kobie­ty, któ­rą cią­gle pamie­tam też jako małą dziew­czyn­kę zbie­ga­ją­cą po scho­dach w let­nim domu :)

    Mój Paryż koja­rzy mi się z przy­jaź­nią, bo pierw­szy raz odwie­dzi­łam go wła­snie z kole­żan­ka­mi, a jed­ną z nich była Two­ja mama ‚dla­te­go do Twe­go obra­zu Pary­ża doda­ła­bym chwi­le spę­dzo­ne na scho­dach na brze­gu Sekwa­ny z bagiet­ką i serem w jed­nej ręce i butel­ką bia­łe­go wina w dru­giej ;) i rozmowy.….…nie mogłam więc nie powtó­rzyć tego , kolej­nym razem z Agniesz­ką i Mar­ci­nem :)

    Paryż dla mnie to też dziel­ni­ca bohe­my -Mont­mar­tre i impre­sjo­nizm . Zachwy­co­na malar­stwem w kolej­nych latach odwie­dzi­łam dom i ogro­dy Clau­de Mone­ta w Giver­ny , miej­sca gdzie malo­wał swo­je słyn­ne Nenu­fa­ry, ostat­nie miej­sce poby­tu i śmier­ci Vin­cen­ta van Gogh’a malow­ni­cze mia­stecz­ko Auvers sur Oise — wszyst­kie te miej­sca odda­lo­ne od Pary­ża kil­ka­dzie­siąt km, a łączą się ze sto­li­cą w “malar­ską” całość . Przede mną kolej­ne :)

    Paryż to też mia­sto, któ­re koja­rzy mi się z moimi cór­ka­mi i ich doj­rze­wa­niem. Naj­pierw Agniesz­ka, któ­ra pierw­szy raz oglą­da­ła tam obra­zy śre­dnio­wie­cza, baro­ku, rene­sna­su i impre­sjo­ni­stów . Cią­gle też wspo­mi­nam jak pod­skau­je z rado­ści zoba­czyw­szy rekla­mę wysta­wy Roya Lich­ten­ste­ina w Cen­trum Pom­pi­dou nie­wie­rząc, że to za chwi­lę zoba­czy :) Zaowo­co­wa­ło to kopia­mi jego dzieł na ścia­nach w jej poko­ju, któ­re malo­wa­ła sama oraz kopia­mi obra­zów Picas­sa, któ­re nama­lo­wa­ła dla mnie :)
    Potem moja nasto­lat­ka -Emi, ten doj­rze­wa­ją­cy dopie­ro pączek, któ­ry nudził się nie­mi­ło­sier­nie juz po pół godzi­nie w muzeum, ale siłę i moc odzy­ska­ła zoba­czyw­szy Wie­żę Eif­fla i o dzi­wo kate­drę Notre Dame .….„

    Tak więc tyle wra­żeń ile nas :)

    Pozda­wiam Cię ser­decz­nie i cie­pło

    reply...
    • Październik 9, 2017

      Aaale mi miło! :) Ten inter­ne­to­wy świat jest jed­nak mniej­szy niż myśla­łam, gorą­ce uści­ski dla Was wszyst­kich! :)
      Bar­dzo żału­ję, że byli­śmy w Pary­żu tyl­ko przez tak krót­ki czas i musie­li­śmy odpu­ścić wysta­wy, Luwr… pla­nu­je­my wró­cić tam jesz­cze, tym razem na histo­rycz­no-arty­stycz­ną ucztę! :) Naj­ser­decz­niej­sze pozdro­wie­nia!

      reply...
  • Kasia Dudziak

    Maj 16, 2018

    Bagiet­ki, sery.… Aaaaah roz­ma­rzy­łam się. Kocham takie kli­ma­ty. Super post. Cie­ka­wie i ład­nie napi­sa­ny. A tak w ogó­le to przez całą cią­żę marzy­łam o ser­ku brie, ale omi­ja­łam sze­ro­kim łukiem bo cię­żar­nym się nie zale­ca jeść serów ple­śnio­wych. Teraz kar­mie butel­ką więc już mogę się nacie­szyć tym boskim sma­kiem. Ale mi teraz zapach­nia­ło słon­cem. Aż sobie kupie ten żel Le petit mar­sel­lias.

    reply...

post a comment

Close