Top

Wiem jak wyglądał dzień Twojego przyjścia na świat. Padał albo deszcz, albo śnieg, albo grad. A jeśli żadne z powyższych nie padało wcale, to na pewno chociaż ciśnienie komuś na sali porodowej na którymś oddziale spadało. Świeciło słońce albo nie świeciło, a zapalone lub zgaszone żarówki sufitowe liczyły skurcze i patrzyły jak nocą, w dzień albo o świcie, pojawiało się na świecie nowe, Twoje, życie. Trwał któryś z dwunastu miesięcy w tym konkretnym roku, a stacje radiowe puszczały

  iedy biura podróży sprzedają nam wakacje marzeń, z menu kolorowych broszurek możemy wybrać opcję all inclusive: wszystko w cenie. W skład oferty wchodzą chłodne drinki z palemką, całodniowe posiłki i łabędzie ze świeżo wykrochmalonych ręczników. Przeważnie jednak, jeśli wszystko jest w cenie, możesz nie znaleść tam tego, co bezcenne: przygód, prawdziwych ludzi i emocji. Przynajmniej przygód nie większych, niż aquareobik 60+ o dwunastej w południe. Emocji nie mocniejszych, niż ten lekki, ciepły dreszczyk moczu pięciolatka w przyhotelowym zbiorniku wodnym.

Close