Wrze­sień. Wrze­sień, to dopie­ro ma naj­go­rzej. Takim trochę jest Ponie­dział­kiem na tle innych mie­się­cy.

A Ponie­dzia­łek, to rudy chło­piec z pie­ga­mi i ple­ca­kiem w mucho­mo­ry wśród dzieci z pod­sta­wó­wek, któ­re­go nikt nigdy nie wybie­ra do kopa­nia piłki. To blon­dyn­ka wśród boha­te­rów kawa­łów, które wuj­ko­wie z wąsem opo­wia­da­ją między kie­lisz­kiem wódki, a gryzem jarzy­no­wej. Ona szuka świa­tła w lodów­ce i ma pierw­szeń­stwo na każdym skrzy­żo­wa­niu. Wola­ła­by być bru­net­ką, takim Wtor­kiem wśród dni tygo­dnia. A naj­bar­dziej skry­cie marzy o byciu Piąt­kiem. Piąt­kiem, dłu­go­no­gą che­er­li­der­ką sup­por­tu­ją­cą week­end.

A więc Wrze­sień jest takim Ponie­dział­kiem. Cho­ciaż­by starał się nie­sa­mo­wi­cie, roz­piesz­cza­jąc piękną pogodą koń­czą­ce­go się lata i tak usły­szy narze­ka­nie małych Antków i Fran­ków, że czas wrócić do pisa­nia na tabli­cy i w zeszy­tach w linię. Może skry­cie ucie­szą się ich mamy z kilku godzin bez dzieci i chwili na własne sprawy, ale pewnie odwo­ła­ją te myśli już po godzi­nie, gdy zatę­sk­nią. Bo tak już mamy mają: marzą o chwili samot­no­ści, ale jednak kocha­ją.

Czy wrze­sień da się lubić?

Znika Sier­pień, a razem z nim letnie owoce i późne zacho­dy słońca. A On, Wrze­sień, poja­wia się w naszych gło­wach tak, jakby był jakąś pocze­kal­nią przed jesie­nią. Wysta­wio­ny na mete­oro­lo­gicz­ną próbę. Kalo­sze czy san­da­ły? Desz­cze, a może upały? Czas wycią­gać z szafy wiel­kie swetry, czy zako­pać w szu­fla­dach tka­ni­ny let­niej gar­de­ro­by, by zapa­dły w sen zimowy na kolej­ne mie­sią­ce?

Kiedyś wrze­sień koja­rzył mi się z zapa­chem dru­kar­skie­go tuszu na świeżo kupio­nych pod­ręcz­ni­kach. Czułam cudow­ne roz­e­mo­cjo­no­wa­ne motyle w brzu­chu wra­ca­jąc po waka­cjach do szkoły… i tak aż do dru­gie­go dnia wrze­śnia. Dla­te­go wła­śnie szu­ka­łam pre­tek­stów aby polu­bić ten czas. I tak w mojej głowie powsta­li oni, moi tajni agenci, wrze­śnio­wi pocie­szy­cie­le:

 

1. Dłuż­sze wie­czo­ry

Nic nie pocie­sza bar­dziej gdy dni stają się coraz krót­sze niż to, że wie­czo­ry magicz­nie się wydłu­ża­ją. Ciemno robi się coraz wcze­śniej i nie trzeba oba­wiać się bycia uzna­nym za waria­ta zapa­la­jąc uko­cha­ne świece już o osiem­na­stej. A skoro już wspo­mia­łam o świe­cach…

 

2. Świece

Jesien­ny­mi wie­czo­ra­mi prze­mie­niam się w dziew­czyn­kę z zapał­ka­mi. Uwiel­biam je za ciepłe, migo­czą­ce świa­tło, two­rze­nie nastro­ju i to, jak cicho skwier­czą przy­ga­sa­jąc. Może odro­bi­nę tylko darzę je nie­na­wi­ścią przez tę setną sekun­dy, kiedy zdmu­chu­ję je na dobra­noc, a one odpo­wia­da­ją mi dzie­siąt­ka­mi wosko­wych piegów, lądu­ją­cy­mi na mojej twarzy.

 

3. Milion spo­so­bów na her­ba­tę

Her­ba­ta jest praw­dzi­wym respi­ra­to­rem dla łapią­ce­go jesien­ną chan­drę serca, Davi­dem Hasel­hof­fem wśród ratow­ni­ków przed depre­chą. Przy­bi­jam her­ba­cie wielką piątkę za aromat, smak, tem­pe­ra­tu­rę i to, że liczba prze­pi­sów na jej przy­go­to­wa­nie jest wła­ści­wie nie­skoń­czo­na: imbir, maliny, poma­rań­cze, goź­dzi­ki, cytry­ny, miód- wrze­śnio­wa dieta cud.

4. Swetry

Swetry to cudow­na część gar­de­ro­by. Możemy czuć się w nich maleń­kie, scho­wa­ne, bez­piecz­ne i nie­po­są­dza­ne o kolej­ną dokład­kę ser­ni­ka. Grube sploty i hafty od lat kradną serca kobiet, bo ide­al­nie wyglą­da­ją dosłow­nie do wszyst­kie­go. I wrze­sień nie obrazi się na nas na pewno, gdy powoli na nowo zacznie­my wycią­gać je z szaf.

5. Czas na filmy i książ­ki

A skoro wie­czo­ry są dłuż­sze, to w końcu możemy wypeł­nić je książ­ka­mi i fil­ma­mi. Mniej więcej we wrze­śniu budzę się z waka­cyj­ne­go snu i nad­ra­biam lite­rac­ko-kine­ma­to­gra­ficz­ne zale­gło­ści. Mam co prawda lekkie skłon­no­ści do tego, by pomię­dzy nowo­ścia­mi sięgać po raz kolej­ny po Friend­sów  i Despe­ra­te House­wi­ves. Jestem stała w uczu­ciach. Ps. A może coś seria­lo­we­go cie­ka­we­go pole­ca­cie aktu­al­nie?

6. Hor­ten­sje

Hor­ten­sje poja­wia­ją się już wcze­śniej, ale to wła­śnie we wrze­śniu są naj­pięk­niej­sze, osią­ga­ją nie­sa­mo­wi­te roz­mia­ry i naj­dłu­żej wytrzy­mu­ją delek­tu­jąc się wodą w wazo­nie, kiedy Ty delek­tu­jesz się wie­czor­ną her­ba­tą. Albo winem.

7. Ide­al­ny czas na podróż

I w końcu ten nasz Wrze­sień, to ide­al­ny czas na podróż, kiedy w Polsce robi się chłod­niej, a tury­ści roz­pra­sza­ją się po świe­cie prosto do swoich domów z wali­za­mi wspo­mnień. Kurczą się kolej­ki, ceny top­nie­ją, a świat czeka na pod­bi­cie!

* A Wy lubi­cie Wrze­śnio­we życie? Nie spo­dzie­wa­łam się jesien­ne­go kli­ma­tu już teraz, ale pogoda ewi­dent­nie zro­bi­ła fal­start i czeka, aż roz­ło­ży­my para­so­le. Pozdra­wiam ciepło znad kubka her­ba­ty, z aktu­al­ne­go cen­trum dowo­dze­nia: wnę­trza wiel­kie­go weł­nia­ne­go swetra.

*All pic­tu­res taken by me. The globe pic by Andrew Neel, Unsplash, 

You May Also Like

  • Ja kocham wrze­sień za swetry, długie wie­czo­ry, her­ba­tę. No kocham go? Jestem mało ory­gi­nal­na??

    • Monia, jak ja to rozu­miem..! Pozdra­wiam z weł­nia­ne­go swetra, znad her­bat­ki!! ?❤️

  • Wszyst­ko są to plusy ale mi i tak szkoda lata:)

    • Szkoda lata, to prawda! :) ale jak je za to doce­nia­my po dłu­giej, desz­czo­wej jesie­ni i mroź­nej zimie..! :)

  • Kate

    Ja lubię jesień, za wyjąt­kiem takich dni jak mamy teraz :( ciągle pada, jest ciemno rano, w połu­dnie i wie­czo­rem :D i jak tu się zmo­bi­li­zo­wać do pracy :D A z punk­tem 7 tak bardzo się utoż­sa­miam bo wła­śnie kiedy u nas nad­cho­dzi jesien­na aura to my wtedy ucie­ka­my gdzieś, gdzie jest ciepło <3 już się nie mogę docze­kać tego bez­tro­skie­go czasu offli­ne, bez stosu doku­men­tów na biurku i mnó­stwa spraw na wczo­raj.

    • To prawda, a mogło być tak złoto i pięk­nie..! :)
      Kate, uśmiech­nę­łam się od ucha do ucha czy­ta­jąc Twój komen­tarz, bo mam dokład­nie to samo podej­ście do wrze­śnio­wych ucie­czek od nie­po­go­dy… i aktu­al­nie wła­śnie jestem w drodze na lot­ni­sko! :) Co prawda pogoda na miej­scu oka­za­ła się też trosz­kę pro­te­sto­wać… ale zawsze to przy­jem­niej moknąć daleko od tego wspo­mnia­ne­go przez Ciebie stosu doku­men­tów na biurku… z mapą przed nosem! :)

  • Lubię jesień za te swetry z domiesz­ką wełny i ciemne wie­czo­ry. Mimo pół­mro­ku to jakiś magicz­ny czas. :) Pięk­nie napi­sa­łaś, że wrze­sień jest jakby ponie­dział­kiem. Potem już górki i w nie­dzie­lę będzie lato :)
    Ści­skam znad aro­nio­wej her­ba­ty!

    • Her­ba­ta aro­nio­wa, bosko! :) Ja ści­skam znad czar­nej z cytry­ną i miodem dziś… :)
      I trochę nie mogę docze­kać się tej „nie­dziel”.. ale chłod­ny­mi wie­czo­ra­mi miło jest pode­lek­to­wać się chwil­kę tym „ponie­dział­kiem”… :)

  • Lubię grube swe­trzy­ska — to moja ulu­bio­na część gar­de­ro­by, długie wie­czo­ry też lubię :) I komi­nek :)

    • Moja ulu­bio­na Magda T.… <3
      W moim poem­so­wym — nowo­na­ro­dzo­nym — racz­ku­ją­cym świe­cie! :)
      Łączy nas wspól­na swe­tro­wa miłość. I komin­ko­wa. I ogni­sko­wa.

      Aaaa! Zapo­mnia­łam dopi­sać w tek­ście o plan­szów­kach..!

      Uści­ski! :*

  • Wymie­ni­łaś wszyst­kie moje ulu­bio­ne argu­men­ty jesie­ni! Utwier­dzam się tylko w tym, że nie bez powodu jest moją ulu­bio­ną porą roku. Piękny blog! Pozdra­wiam cie­plut­ko.

    • Hej, Mary! :) Dzię­ku­ję pięk­nie! Tyle pomy­słów tu wymie­ni­łam, a zupeł­nie zapo­mnia­łam o moich uko­cha­nych plan­szów­kach..! Cudow­ne­go dnia!

  • A ja kocham wrze­sień, za zapach palo­nych badyli na dział­kach! :)

    • Tak.… taki obłęd­ny zapach między ogni­skiem, a owo­ca­mi wącha­ny­mi przez skórkę, bez zry­wa­nia z gałęzi… :)