Milion razy sły­sza­łaś o księ­ciu z bajki, o którym się marzy. Kiedy jesteś jesz­cze dziew­czyn­ką, on tak po prostu przy­jeż­dża Ci do głowy na białym rumaku. Dziś roman­tycz­ność nie ma się naj­le­piej, a zamiast czte­rech kopyt koń ma cztery koła i jest Range Rove­rem albo innym Porsche Cay­en­nem, z pod­grze­wa­nym tylnym sie­dze­niem.
Masz trzy­na­ście lat. To są te czasy, kiedy nie­za­leż­nie od ilości spo­ży­tych węglo­wo­da­nów zawsze mie­ścisz się w ulu­bio­ne dżinsy rurki i już nie­dłu­go kupisz pierw­szy stanik. W Twoim brzu­chu co mie­siąc zaczy­na szaleć estro­gen i pro­ge­ste­ron, a nie­za­leż­nie od cyklu poja­wia­ją się w nim pierw­sze motyle. I wtedy wcho­dzi on, cały na biało. Wprost do Twojej głowy, świeżo wyma­rzo­ny. Książę z bajki.

Książę. Z bajki. I to jesz­cze na koniu. A do tego śnież­no­bia­łym, w naszej umiar­ko­wa­nej przej­ścio­wej stre­fie kli­ma­tycz­nej. Musiał­by mieć abo­na­ment na myjnię i to nie auto­ma­tycz­ną. Może ma berło i wsta­wio­ne koron­ki, ale to prze­cież nie czyni z faceta księ­cia.

SKĄD SIĘ WZIĄŁ KSIĄŻĘ Z BAJKI

O powsta­nie Księ­cia z bajki obwi­niam Hol­lywdz­kie kome­die roman­tycz­ne i bajki Disney’a, który tak po prostu posta­no­wił się zamro­zić i zosta­wić nas na pastwę tych wszyst­kich poca­łun­ków praw­dzi­wej miło­ści. Gdyby ktoś zamknął mnie samą na wieży, prę­dzej śni­ła­bym o pozwie z tytułu upro­wa­dze­nia w związ­ku z arty­ku­łem 252 kodek­su kar­ne­go, niż cze­ka­ła aż obcy facet w zbroi przyj­dzie reani­mo­wać mnie metodą uta-usta. Albo weźmy taką Śnież­kę. Zamiesz­ka­ła z sied­mio­ma nie­zna­jo­my­mi face­ta­mi, żeby im sprzą­tać, prać i goto­wać: luste­recz­ko, powiedz prze­cie, czy posprzą­ta­łaś już w toa­le­cie?

Nie piszę tego jako femi­nist­ka, bo sły­sza­łam na mie­ście, że one muszą mieć wąsy i mor­du­ją tych, którzy prze­pusz­czą je w drzwiach. A za prze­pusz­cze­nie w tych obro­to­wych podob­no kopią z pół­ob­ro­tu. Piszę, jako wyznaw­czy­ni rów­no­upraw­nie­nia part­ne­rów, wza­jem­ne­go wspie­ra­nia w związ­kach i zdro­we­go roz­sąd­ku. A także jako ktoś, kto tak napraw­dę widział wszyst­kie Disney’owskie pro­duk­cje, a po więk­szej ilości wina śpiewa Kolo­ro­wy Wiatr i zamie­nia się w Głupią Dzi­ku­skę. Nie napi­sa­łam tego.

CZY KSIĄŻĘ Z BAJKI ISTNIEJE?

Wyobraź­nia ma to do siebie, że nigdy nie zawie­ra peł­nych danych. Wyobraź­nia nie robi rese­ar­chu. Ona miesz­ka w prawej pół­ku­li Two­je­go mózgu i ide­ali­zu­je. To wła­śnie tam powsta­ją obrazy, które pod­po­wia­da­ją kobie­tom z dłu­go­let­nim mał­żeń­skim stażem, że mąż Haliny, to na pewno z uśmie­chem na ustach kosi traw­nik. Traw­nik, oczy­wi­ście, bar­dziej niż u nich zie­lo­ny. To wyobraź­nia pod­po­wia­da małym dziew­czyn­kom, że facet jest obroń­cą przed potwo­ra­mi spod łóżka po to, by w doro­słym życiu oka­za­ło się, że katar jest śmier­tel­ną cho­ro­bą, poko­nu­ją­ca nie­jed­ne­go ryce­rza pod­czas sezonu na grypę.

Książę z bajki, któ­re­go pro­jek­tu­jesz w wyobraź­ni nie ist­nie­je. Ale ist­nie­je lepszy. Nie z wyobraź­ni i gwiezd­ne­go pyłu jed­no­roż­ca, a ze zro­zu­mie­nia, wza­jem­ne­go wsłu­chi­wa­nia się w siebie nawza­jem i cięż­kiej pracy. I chęci. Co odnosi się to także do nas, bo męż­czyź­ni nie szu­ka­ją księż­ni­czek.

Ponie­waż wszy­scy chcemy mieć part­ne­ra. Ponie­waż po latach związ­ku naj­lep­sze co możesz mieć, to przy­ja­cie­la. Ponie­waż osoba, którą poko­chasz, to taki drugi Ty, bo tak jak Ty miewa słabe dni. I zmar­twie­nia, wąt­pli­wo­ści, marze­nia.

Praw­dzi­wy part­ner nie zabija smoków, on podaje Ci w gor­szych chwi­lach paczkę chu­s­te­czek i pudło lodów.

A PÓŹNIEJ PRZYCHODZI MIŁOŚĆ

Pozna­jesz go na uczel­ni albo impre­zie. W pocią­gu, na mie­ście, waka­cjach albo tin­de­rze. Może znasz go od dawna ale nigdy nie myśla­łaś o nim w ten sposób, albo wspól­ny zna­jo­my sko­ja­rzył, że oboje jako jedyni wciąż śmie­je­cie się z żartów o Chuck’u Nor­ri­sie i jecie pizzę na grubym cie­ście. W każdym razie roz­stą­pi­ła się ziemia, a motyle w Waszych brzu­chach nawet bez wina śpie­wa­ją Kolo­ro­wy Wiatr. Albo My heart will go on z Tita­ni­ca.

Można powie­dzieć, że ze sobą cho­dzi­cie, kiedy po głowie chodzą Wam te same pio­sen­ki. I masz tak cza­sa­mi, że w tłumie ludzi jeste­ście cał­kiem sami. Jed­no­cze­śnie różni i tacy sami, wymie­nia­cie się sło­wa­mi i myśla­mi. Mógłby pewnie hol­ly­wo­odz­ko cało­wać Cię w desz­czu, ale on kiedy pada spraw­dza, czy masz płaszcz zapię­ty pod szyję. I chowa Twoje dłonie do swoich kie­sze­ni. A co do kie­sze­ni, to znasz go jak własną. Jego wady są jak te wszyst­kie stare para­go­ny i guzik cze­ka­ją­cy na przy­szy­cie w zaka­markch Two­je­go płasz­cza. Odło­żo­ne na póź­niej.

A póź­niej przy­cho­dzi miłość.

Miłość w jednej ręce trzyma kosz z pra­niem, a w dru­giej Twój płaszcz, prze­wie­szo­ny przez ramię. Wywra­ca jego kie­sze­nie na drugą stronę, a Ty patrzysz jak wypada z nich guzik, ze starym para­go­nem.

♡ Podziel się:

You May Also Like