Top
Kuba, to przede wszyst­kim ludzie, któ­rych tem­pe­ra­men­ty są tak gorą­ce, że na pew­no przy­czy­nia­ją się do postę­pu­ją­ce­go efek­tu cie­plar­nia­ne­go. Wciąż żyją rewo­lu­cją, śpie­wa­ją na uli­cy i sprze­da­dzą Ci wszyst­ko, choć nie mają nicze­go. Miesz­kań­cy wyspy są otwar­ci, uśmiech­nię­ci i spon­ta­nicz­ni. Kie­dy wiatr zwiał mi z gło­wy kape­lusz, roz­ba­wio­ny sta­ru­szek pobiegł za nim krzy­cząc na całą uli­cę: Som­bre­ro! Som­bre­ro! Mali chłop­cy w mun­dur­kach szkol­nych kopią pił­kę, ulicz­ni muzy­cy stro­ją instru­men­ty. Wszyst­ko toczy się w ryt­mie slow. W ryt­mie slow i kubań­skiej muzy­ki.Wyda­je mi się, że nie­wie­le jest takich miejsc na zie­mi, gdzie jesteś tak bli­sko ludzi. Masz oka­zję gościć u nich w domach, jeść wspól­ne śnia­da­nia, a jeśli tyl­ko znaj­dziesz kogoś, kto mówi po angiel­sku, możesz być goto­wy na milion cie­ka­wych opo­wie­ści. Dziś chcia­ła­bym opo­wie­dzieć Ci o ludziach, któ­rych na pew­no spo­tkasz spa­ce­ru­jąc uli­ca­mi Hava­ny.

Ulicz­ny obser­wa­tor

Na bal­ko­nie suszy pra­nie i od zawsze miesz­ka w Hava­nie, w któ­rej trzy­dzie­ści lat temu czas sta­nął w miej­scu. Godzi­na­mi obser­wu­je tury­stów. Czu­je tro­chę, jak­by przy­by­wa­li tu z przy­szło­ści. W domu ma buja­ny fotel, por­tret Che Gueva­ry i pacz­kę cygar z przy­dzia­łu. Jest bar­dzo szczę­śli­wy, bo jed­ne­mu z synów uda­ło się wyje­chać do Euro­py. Dru­gi w ulicz­nym zespo­le śpie­wa pio­sen­ki Buena Vista Social Club. Wszy­scy miesz­kań­cy wyspy mówią mu dzień dobry.

Macho love­las

To praw­dzi­wy laty­no­ski twar­dziel. Nie jada mio­du, żuje psz­czo­ły i zagry­za trzci­ną cukro­wą, w mię­dzy­cza­sie mie­sza­jąc nią Cuba Libre na kru­chym lodzie. Pach­nie sil­ni­kiem i dymem cyga­ra. Ma kil­ko­ro dzie­ci, z kil­ko­ma kobie­ta­mi. Pry­wat­nie: miesz­ka z mamą. W ich domu pro­wa­dzą kwa­te­rę, od lat nocu­ją tury­stów. Z zami­ło­wa­nia pasjo­nat moto­ry­za­cji, po ojcu dostał retro fia­ta. Bar­dzo go cie­szy zawód tak­sów­ka­rza, na pamięć zna całą Hava­nę.

Sprze­daw­ca wszyst­kie­go

Sprze­da Ci cyga­ra zdo­by­te spod fabry­ki, taniej niż w skle­pie za rogiem. Pasek guc­ci, zega­rek rolex’a, lodów­kę, samo­chód, żonę, kre­skę albo ner­kę. Wszyst­ko ma naj­lep­sze i naj­tań­sze. A jeśli tyl­ko na Kubie zmie­ni się ustrój, powtó­rzy suk­ces pol­skich przed­się­bior­ców lat dzie­więć­dzie­sią­tych.

Zabie­rze Cię na praw­dzi­wą Kubań­ską impre­zę z tań­ca­mi lati­no, na któ­rej nie­ste­ty nie będzie ani tań­ców, ani praw­dzi­wych Kubań­czy­ków, ale za to na pocie­sze­nie sprze­da Ci drin­ka. Ty wypi­jesz jed­ne­go, on w tym samym cza­sie trzy. Za wszyst­kie czte­ry poli­czy Cię 120 CUC (rów­no­war­tość 120 dola­rów). Histo­ria praw­dzi­wa.

Mały łow­ca cukier­ków

Jeśli wybie­rasz się na Kubę, weź ze sobą tor­bę cukier­ków, choć­byś miał dopła­cić za nad­ba­gaż albo dopa­ko­wać parę kąpie­ló­wek mniej. Małe szkra­by ze szkol­ny­mi ple­cacz­ka­mi, z pił­ka­mi pod pacha­mi i rado­sny­mi buzia­mi cie­szą się z nich naj­bar­dziej na świe­cie. Lubią pamiąt­ki z Euro­py. Dłu­go­pis albo bre­lo­czek zna­czą wię­cej, niż u nas zna­czył kie­dyś rowe­rek na komu­nię.

Kie­dy będziesz w Hava­nie, spo­tkasz przed­się­bior­czą mamuś­kę z wał­ka­mi na wło­sach, któ­ra nocu­je tury­stów w swo­jej Casie, a co dru­gi prze­cho­dzień zara­zi Cię śmie­chem. I zoba­czysz ludzi, któ­rzy marzą o uciecz­ce. Kie­dy będziesz w Hava­nie po pro­stu zatrzy­maj się na chwi­lę w jed­nej z wąskich ulic. Rozej­rzyj się dooko­ła. Zoba­czysz mury zbu­rzo­nych budyn­ków w paste­lo­wych kolo­rach wybla­kłej już far­by. A na ich tle tych wszyst­kich ener­gicz­nych ludzi.

Kuba, to miej­sce, gdzie w mar­twych budyn­kach napraw­dę toczy się życie.

Trochę dorosła bo przecież ma męża, a trochę podjada czekoladę w łóżku i nie depcze linii między płytami chodnikowymi. Nałogowo bawi się słowami, fotografuje, śmieje się i podróżuje. Sporo łączy ją z Amelią z francuskiego kina. Głównie pewność, że płyty winylowe robi się jak naleśniki. Kocha planszówki, emocje i słowa. Przyjaciółka adoptowanego psa Lucjana, którego jest po części matką, po części psychofanką. Herbatę pije w nieprzyzwoitych ilościach.

post a comment

Close